Nowy dom.

Wracam po raz kolejny po długiej przerwie. Tyle się dzieje, że brakło czasu na chwilę dla siebie i mojego kochanego bloga 💛

Jestem po kolejnej przeprowadzce. Nie mogłam się zaklimatyzować na poprzednim mieszkaniu i po raz kolejny uśmiechnęło się do mnie szczęście i udało mi się wynająć mieszkanko w pięknym miasteczku i z widokiem na morze 💙 mamy tu z Laurą o wiele więcej miejsca a sąsiad to miły i pomocny Pan którego znam z pracy. Dom jest stary i potrzebuje trochę ” miłości ” ale myślę, że ma potencjał i z czasem stworzymy sobie tu Nasz wymarzony kącik 😉 Nie ukrywam, że kolejna przeprowadzka znowu mnie strasznie zmęczyła psychicznie i zawsze to jest dla mnie stres bo myślę o Laurze ale ona na szczęście świetnie się zaklimatyzowła i lubi to miejsce tak samo jak ja ☺

kwiatuszki już posadzone a pogoda w tym roku w Norwegii naprawdę dopisuje. Oslo wczoraj było najcieplejszą stolicą w Europie 😄 a my mamy ok 10 minut spacerkiem do plaży 🙂

Do tego wszystkiego doszła nowa praca. Dużo osób mnie pyta kiedy ja mam czas wolny no ale narazie na pierwszym miejscu stawiam naszą przyszłość i żeby Nam niczego nie brakowało a imprezy raczej zostawiam na później 😉 a na drobne przyjemności czas się znajdzie zawsze. Poza tym traktuje też nową pracę jako możliwość poznania nowych ludzi i nauczenia się lepiej języka. Przyjemne z pożytecznym 🙂

Praca i ciągle zajęcie pomaga mi też zapomnieć o problemach. Ciężko mi sobie znaleźć miejsce kiedy Laura jest u taty. Muszę w końcu też skończyć z życiem samotnika i w końcu zacząć znowu ” wychodzić do ludzi „.

Na szczęście jest lato i miasteczko w którym mieszkam tętni życiem. Jest dużo turystów i fajnych miejsc w których można spędzić czas. Stavern jest piękne !

” szczęście „

Nie szukaj szczęścia w gwiazdach cudzego nieba, kiedy własne wisi Ci nad głową

Kiedyś mi ktoś zadał pytanie : Do czego Ty właściwie dąrzysz ? Masz jakiś cel w życiu ? W sumie to nie wiedziałam co powiedzieć i wręcz zrobiło mi się smutno bo rzeczywiście wyglądało na to, że jestem w kiepskiej sytuacji. Nie miałam stałej pracy…na moim koncie było tyle że pewnie dała bym radę jakoś przetrwać kilka miesięcy. Nie jestem po żadnych ambitnych studiach i mam półtora roczną córkę czyli kariery szybko nie zrobię. Byłam zła na siebie i na cały świat… żyłam w tym swoim małym ciałku nieudacznika z lękiem o każdy dzień. Szukałam drogi by być idealna jak inni brnąc jeszcze bardziej w swoje beznadziejstwo. Chodziłam do mojej słabo płatnej pracy z myślą, że inni zarabiają więcej i są na lepszych stanowiskach. Do tego nawet nie byłam dobra mamą bo nie robiłam zawsze cudownego obiadu i puszczałam córce bajki które pewnie niszczą jej psychikę. No ale najważniejsze, że przynajmniej udawało mi się stwarzać pozory i nie wychylać za mocno z pod standardu…może inni myślą, że tak naprawdę mam wszystko.

Wtedy w moim życiu stało się coś czego się bałam najbardziej na całym świecie. Straciłam najbliższą mi na świecie osobę i jedyną przy której mogłam być sobą i poczuć ulgę…głos który każdego ranka dawał mi siłę i koił serce ucichł na wieki. Stanęłam twarzą w twarz ze śmiercią…zobaczyłam jak życie jest krótkie i marne i jak w jednej chwili wszystko przestaje się liczyć. Już nigdy nic nie będzie jak dawniej…

Później znowu usłyszałam to pytanie…tylko teraz mam zupełnie inną odpowiedź.

Nawet nie miałam pojęcia jakie miałam szczęście słysząc je pierwszym razem. Tak naprawdę miałam wszystko…

Wiesz do czego dąrze? Do umiejętności cieszenia się tym co mam i dziękowania ze każdy dzień w którym moi bliscy są zdrowi i są ze mną. I nie chodzi o to żeby mieć to wszystko co mają inni…i stawać się tacy jak oni. Chcę stawać się lepsza wersją siebie. Nie chce być idealna, bo uważam, że nikt nie jest bez wad. Nawet jeśli wydaje się, że ma perfekcyjne życie.

Nie będę nigdy idealną mamą w oczach innych…zawsze znajdzie się ktoś kto będzie wytykał mi błędy bo pewnie zrobię ich tysiące ale i tak wiem, że do puki kocham moje dziecko to będę na pewno idealna dla mojej córki. Nie raz pewnie z lenistwa zamówię gotową pizzę albo pójdziemy na frytki z „Maka”. Spędzimy pół dnia przed ekranem telewizora oglądając po raz setny te same bajki z Youtube…ale będę zawsze obok kiedy będzie chciała ze mną porozmawiać, będę rozumieć jej błędy które sama zrobiłam nie raz będąc nastolatką. Będę ukrywać moje łzy i uczyć tego, że życie jest piękne.

Tak naprawdę to lubię moją pracę. Teraz chodzę do niej z uśmiechem i poznałam wielu dobrych i pomocnych ludzi. Nie zarabiam dużo… ale czy czegoś mi brakuje ? Studia ? Oczywiście marzę o nich ale przecież mam jeszcze czas. Na marzenia nigdy nie jest za późno 😉

Nie będę się już przejmować opinią innych. Każdy z Nas jest inny i ukształtowała go inna przeszłość. Wiem, że moje decyzje są nie zawsze właściwe ale wybierając jakąś drogę widocznie mam ku temu powody…chcę po prostu cieszyć się tym co mam. Być tu i teraz i dziękować Bogu za każdy promień słońca, kroplę deszczu i śpiew ptaków. Za każdy uśmiech drugiego człowieka.

Wielkanocne zwiedzanie – Risør

Witam kochani !

Z racji tego, że w Norwegii czasu do świętowania jest dużo więcej niż w Polsce dziś wybraliśmy się na mała, rodzinną wycieczkę 😉

Szkoły zamknięte są już od poniedziałku a wolne w pracy i pozamykane sklepy od czwartku. Tradycją Norwegów są wyjazdy na narty ( bo śniegu jeszcze pod dostatkiem ) 😉 lub na hytte – domki położone w otoczeniu dzikiej natury, w górach, lasach czy nad jeziorami. Zdarza się, że pozbawione prądu i całkiem odcięte od świata. Bywają też takie, które mają po 300 metrów kwadratowych no ale to już kwestia gustu 😉😀

Tradycją wielkanocną jest też czytanie kryminałów i robienie potraw z baraniny. Pytałam wielu o podejście do religijnej strony Wielkanocy ale większość spędza ten czas bardziej urlopowo niż duchownie.

Ja oczywiście święta spędzam typowo po polsku ale jak na początku wspomniałam z racji wielu dni wolnych i pięknego słonecznego dnia dziś mapa w ręce, kanapki i kawa w plecak, usmiech na twarzy i kierunek wybrzeża Kragerø i miasteczko Risør 🚗

Wybraliśmy specjalnie drogę prowadzącą troszkę na około żeby zobaczyć jak najwięcej okolicy.

Samo miasto Risør skradło moje serce. Może się wydawać, że jest podobne do Kragerø w którym byłam już wcześniej ale tu było coś szczególnego co dawało ciekawego i nietypowego uroku. Białe domki i granatowe morze przypominało troszkę Grecję chociaż klimat zupełne nie podobny 😉 temperatura nadal nie chce iść wysoko ponad zero.

Miło było posiedzieć na ławce z pięknym widokiem i na chwilę zatrzymać w miejscu. Nadrobić zapasy witaminki D i naładować pozytywną energią 🌞

” Du må bare se med hjertet så kan du se skjønnheten overalt ”

Musisz patrzec sercem a zobaczysz piękno wszędzie !!

Kolejny cudowny dzień wśród najbliższych ✔✔💛 i jak na wycieczkę w Norwegii przystało na przypieczętowanie kawa i wafle 😊