słowa…

Dlaczego lubię pisać? Chyba to taka moja własna forma terapii. Pamiętam jak w gimnazjum pisałam wierszyki o moich pierwszych miłosciach. Przychodziło mi łatwo dobierać słowa do rymu. Zazwyczaj pisałam wtedy kiedy obiekt moich westchnień nawet nie wiedział o moim istnieniu…albo nie chciał wiedzieć…wsumie nie ważne ale zmierzam do tego, że pisanie pomagało mi uwolnić uczucia…

Lubię rozmawiać ale chyba jest bardzo małe grono przed którym potrafię być sobą.  Chyba prościej jest rozmawiać o pogodzie czy przepisie na ciasto…w tych tematach łatwiej dostosować się do reszty.

Wydaje mi się, że nie potrafię przypasować się do standardu…do pogoni za tym co jest materialne i „właściwe”. Chyba wole żyć marzeniami i wierzyć w ludzi…tylko wtedy nie można podchodzić do nich zbyt blisko żeby się nie zrazić. Myślę że jakbym miała do wyboru duży dom a małe mieszkanko z widokiem na morze to wybrała bym to drugie…dom jest taki materialny a widok był by jak balsam dla duszy każdego ranka. Muszę czuć to „coś”…

Często pisze o Norwegii i dlaczego tak dobrze się tu czuje. Mimo, że życie pokazało mi swoje okrutne oblicze i wyrwało kawałek serca to chyba nic tak nie kształtuje osobowości jak ból…tutaj natura pozwala mi w ciszy odszukać ostatnie kawałki siebie…posłuchać szeptu wiatru lub poczytać książkę w towarzystwie drzew i śpiewu ptaków. Człowiek czasami czuje się mniej samotny spacerując sam po lesie niż siedząc w autobusie pełnym ludzi…

Mam to szczęście wsiadając rano do auta patrzeć na las i góry a jedząc śniadanie w pracy morze…ten piękny widok to dla mnie największy dowód na istnienie Boga…