Uśmiech…

Chciała bym się z Wami podzielić historią pewnej dziewczyny. Znam ją bardzo krótko ale bije od niej takie ciepło że często na przerwie siadamy razem i rozmawiamy jakbyśmy znały się od dawna…bez wstydu i kompleksów o wszystkim…

Za granicą jest jest często tak, że nie każdy rozumie w jakiej sytuacji jesteś i dlaczego właściwie tu jesteś skoro nie do końca Ci się podoba. Ta dziewczyna jest z Ameryki Południowej  czyli doskonale rozumie jak to jest być „daleko” …

Często widzę że przychodzi rano i ma łzy w oczach ale jak tylko zobaczy że patrzę w jej stronę to się uśmiecha. Tak jak ja biegnie od razu do automatu z kawą bo w domu nie było czasu. Jest samotna mamą trójki dzieci…

Któregoś dnia na przerwie weszliśmy na temat tego jak to się stało że tu jesteśmy. Jak wyglądało nasze życie przed przyjazdem tu i jak wygląda teraz. Obie mamy teraz trochę ciężko ale kiedy ona zaczęła mówić o swojej historii to miałam gęsią skórkę na rękach i było mi wstyd, że tak często narzekam…

Opowiadała mi o swoim dzieciństwie, że wie co znaczy być biednym i głodnym. Miała dużo rodzeństwa a ojciec nigdy nie przynosił wypłaty do domu tylko wolał ją przepić… mówiła, że czasami musieli iść do lasu nazbierac czegoś żeby mieć dodatek do ryżu. Kiedy miała 11 lat jej mama odeszła od taty a obowiązki wychowania spadły na nią…w wieku 11 lat musiała przejąć zadanie mamy która pracowała na dwie zmiany. Mama była bardzo nerwowa i kiedy wracała z pracy zmęczona a coś było nie zrobione jak trzeba dziewczyna dostawała w twarz. Ale mówi, że kocha swoją mamę i nie czuje do niej żalu… z tatą też ma kontakt. Rodzeństwo do niej dzwoni żeby wysłała pieniądze ale nikt nigdy nie zapyta jak się czuje i czy sama nie potrzebuje pomocy.

Do Norwegii wyjechała z 6 miesięcznym synkiem…ktorego wychowywała sama. Z tak małym dzieckiem wyzwaniem wydaje się czasami wyjście na zakupy a co dopiero wyjazd do innego kraju…

Z zaplanowaną praca jednak nie wyszło ale…dziewczyna spotkała miłość. Mężczyzna pokochał jej synka. Wszystko zaczęło układać się jak w bajce. Doczekali się też córeczki. Stała praca, dzieci i kochający mąż.

Jednak po czasie coś zaczęło się zmieniać. Rozmawiali coraz mniej a on zaczął skarżyć się na depresję i samotność. Z pochodzenia był Niemcem i chciał wyjechać z Norwegii i wrócić do Niemiec. Znaleźli wspólne rozwiązanie i zostali w Norwegii ale wyprowadzili się do miasteczka blisko promowisku i lotniska tak żeby częściej i prościej odwiedzać rodzinę. Dziewczyna zostawiła dobrze płatna pracę i dawne życie…tam czekało ja zaskoczenie…inna kobieta.

Znowu została sama…z 2 dzieci i bez pracy i ze złamanym sercem. Opowiadała mi o nim i mówi że to szanuje, że mimo wszystko dzięki niemu jej życie przez chwilę było idealne i za to mu dziękuję….

Teraz jest mama 3 dzieci. Kolejna miłość okazała sie znowu pomyłka chociaż często widzi tatę swojej najmłodszej córki to o wszystko musi walczyć sama. On jest kiedy jest dobrze…

Mimo wszystko na jej twarzy widzę tak często usmiech. Mówi mi że zawsze kiedy traci nadzieję Bóg wysyła jej osoby które jej pomagają i dają szansę. Jest bardzo cierpliwa i dobra mama…mowi, że kiedy ma dość myśli o tym jakie ona miała dzieciństwo i nie chce żeby jej dzieci czuły to samo.

W życiu spotykam dużo osób ale Ci którzy mieli ciężko w życiu dają drugiemu człowiekowi więcej ciepła niż Ci którzy mają i mieli wszystko…

Czasami wydaje mi się, że te przykre rzeczy które Nam się przytrafiają uczą Nas jeszcze większego szacunku do tego co mamy. Zaczynamy zauważać te małe drobne rzeczy wokół Nas … bardziej cenimy pomoc i rozmowę z drugim człowiekiem. Dopiero z biegiem czasu możemy stwierdzić że to co było kiedyś nudną codziennością bylo takie piękne…

Każda osoba która spotkamy na swojej drodze czegoś Nas uczy. Wystarczy tylko nauczyć się słuchać…i częściej odwzajemniać UŚMIECH

Photo by @bovvergroup

 

 

 

4 thoughts on “Uśmiech…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *